Decyzja prezydenta Karola Nawrockiego o niepodpisaniu tzw. ustawy wiatrakowej stanowi,
moim zdaniem, akt odwagi ponad podziałami i gest, na który czekaliśmy. W czasach, gdy
większość decyzji politycznych jest przesiąknięta kalkulacją partyjną, ten wybór stawia
interes społeczny, dbałość o jakość życia i długofalową strategię energetyczną ponad tanim
populizmem i presją większości parlamentarnej.
Co zakładała ustawa i dlaczego budziła kontrowersje?
Projekt nowelizacji ustawy o inwestycjach w zakresie elektrowni wiatrowych przewidywał
m.in. zmniejszenie minimalnej odległości turbin wiatrowych od domów – z obecnych 700 m
do 500 m. Ustawa miała być również nośnikiem zapisu przedłużającego zamrożenie cen
energii elektrycznej dla gospodarstw domowych do końca roku 2025.
Prezydent w swoim oświadczeniu argumentował, że taka ustawa – łącząca regulacje o
lokalizacji wiatraków z kwestią cen prądu – pełni rolę szantażu parlamentarnego, w którym
obietnica tańszej energii służy jako argument dla forsowania kontrowersyjnych zapisów
lokalizacyjnych. Ostatecznie 21 sierpnia 2025 r. prezydent zdecydował o wecie, uznając, że
przepisy proponowane w ustawie są społecznie nieakceptowalne – zwłaszcza ten
kontrowersyjny kompromis 500 metrów od domostw.
Jeśli miałabym streścić: projekt w praktyce liberalizował regulacje lokalizacyjne dla
inwestorów wiatrowych, ale równocześnie wiązał je z mechanizmem, który miał działać jak
zachęta dla podpisu – mechanizmem zamrożenia cen prądu.
Dlaczego uważam, że 500 m to stanowczo za mało?
Twierdzenie, że montaż turbin 500 metrów od domostw to rozsądny kompromis, jest moim
zdaniem niedopuszczalnym uproszczeniem. Tak bliska lokalizacja rodzi realne ryzyka: hałas,
migotanie światła (efekt cienia), oddziaływanie estetyczne na przestrzeń, obawy zdrowotne
mieszkańców, możliwy spadek wartości nieruchomości. Nawet jeśli regulacje akustyczne i
środowiskowe miałyby te wpływy kompensować, praktyka dowodzi, że regulacje te bywają
papierowe – decyzje lokalne, normy i interpretacje zawsze są podatne na naciski inwestorów
i słabości procedur.
Ponadto kwestia odległości to nie tylko ocena komfortu życia, ale także element zaufania
społecznego. Mieszkańcy okolic potencjalnych farm wiatrowych mają prawo do poczucia
bezpieczeństwa i udziału w decyzyjnym procesie. Zmniejszenie dystansu do 500 m bez
znaczących gwarancji rekompensat i ochrony może być traktowane jako ignorowanie ich
interesów.
Dlatego uważam, że prezydent miał całkowitą rację, mówiąc, że nie można budować
elektrowni wiatrowych „na głowę” mieszkańcom, w imię hasła taniej energii.
Dlaczego narracja przeciwników, że zakaz wiatraków podnosi ceny prądu jest chybiona?
Najczęściej słyszy się argument: „jeśli uniemożliwisz lub utrudnisz budowę turbin energia
będzie droższa”. Ten argument ma pozory sensu, lecz moim zdaniem jest to narracja
populistyczna, która ignoruje rzeczywistą przyczynę wzrostu cen prądu.
Po pierwsze, koszt energii zależy od wielu czynników, zwłaszcza od kosztów emisji CO₂
(certyfikaty ETS), od kosztów wsparcia systemu elektroenergetycznego, od efektywności sieci
przesyłowych i dystrybucji – a nie tylko od mocy zainstalowanej OZE. Właśnie rosnące ceny
uprawnień do emisji i nieefektywna polityka energetyczna podbijają koszty. Rządy w całej
Europie rekompensują to dopłatami, subsydiami, regulacjami – i to one są częściej przyczyną
skokowego wzrostu cen.
Po drugie, inwestorzy w OZE liczą na stabilność ram regulacyjnych. Gdy prawo zmienia się
nagle lub jest podatne na naciski centralne, ryzyko inwestycyjne rośnie – a inwestorzy
domagają się premii albo wycofują się. Zatem to nie restrykcje lokalizacyjne są głównym
hamulcem cenowym – ale niepewność prawna, biurokracja, koszty proceduralne i ryzyko
regulacyjne.
Zatem opowieść, że „brak wiatraków = drogi prąd” jest uproszczeniem, które odwraca
uwagę od istoty problemu: to zaniedbania wieloletniego planowania energetycznego oraz
próżnia regulacyjna, nie zakaz budowy wiatraków, podnoszą rachunki.
Dlaczego prezydent działając ponad podziałami zasługuje na aprobatę?
W demokratycznym systemie najciężej być niezależnym. Gdy większość parlamentarna
forsuje projekty, często otrzymuje poparcie ze względu na dyscyplinę partyjną , nie zawsze z
przekonania. Decyzja prezydenta Nawrockiego, by nie ulec presji i zawetować ustawę,
pokazuje, że można stawiać interes społeczny i jakość procesu ponad polityczne rachunki.
Jego gest ma wartość symbolu: pokazuje, że urząd głowy państwa nie musi być prostym
wykonawcą ustaleń większości, lecz może pełnić rolę strażnika konstytucji, standardów
demokratycznych i równowagi społecznej. Tym bardziej gdy obywatele protestują i gdy
postulat apelujący o uczciwe i przejrzyste reguły instaluje się ponad kłótniami partyjnymi.
Dzięki temu prezydent nie tylko ostrzegł: „nie podpiszę byle czego”, lecz też wymusza
refleksję w Sejmie – czy kompromis ma sens, czy tylko służy przyspieszeniu inwestycji
kosztem mieszkańców.
Na co dalej – możliwy kurs?
Moim zdaniem dobra droga to ta, którą powinien teraz obrać Sejm i władze: oddzielenie
dwóch tematów – lokalizacji wiatraków i cen prądu. Jeśli projekt regulacji dotyczących
lokalizacji miałby wejść do procedowania, to powinien być wdrożony w formie osobnej
ustawy, z szerokimi konsultacjami społecznymi, z regulacjami rekompensacyjnymi, z jasnymi
zasadami partycypacji mieszkańców i z nadzorem instytucji niezależnych.
Jeśli chodzi o ceny prądu takie jak mechanizmy osłonowe, dopłaty, stymulacje efektywności
energetycznej, to inna gałąź polityki energetycznej i społecznej, którą nie powinno się wiązać
z kontrowersyjną lokalizacją wiatraków. Osobna ustawa „prądowa” byłaby bardziej
klarowna.
Prezydent zapowiedział, że zamierza skierować własny projekt ustawy dotyczącą mrożenia
cen energii, bez kontrowersyjnych zapisów wokół wiatraków. To ruch, który – jeśli dobrze
zostanie przygotowany – może zyskać akceptację obywateli i uniknąć cynicznych zarzutów o
szantaż prawny.
Podsumowanie
Nawet jeśli ktoś sprzyja energii odnawialnej, można uznać, że budowanie wiatraków 500 m
od domostw to kompromis wysoce dyskusyjny i że wykorzystanie deklaracji taniej energii do
forsowania takich zmian było politycznie cyniczne.
Dlatego decyzja prezydenta, sięgnięcie po weto, zasługuje na aprobatę, ponieważ pokazuje,
że istnieje inna wrażliwość niż partia-partyjna. Pokazuje, że można stać po stronie
mieszkańców, prawo do godności i decydowania o własnym otoczeniu. I że ceny prądu nie
powinny być używane jako argument-smok do wpychania lokalizacji wiatraków pod oknami
obywateli.
Źródło:
https://www.senat.gov.pl/gfx/senat/pl/senatekspertyzy/7431/plik/363o.pdf?utm_source=c
hatgpt.com